Jak dotrzeć do Lwowa i nie stracić życia…

…z nudów! Czyli kilka pomysłów na wykorzystanie czasu w podróży!

Jedenaście godzin… czternaście… siedemnaście… bez względu na wybór środka transportu podróż do Lwowa może wydawać się śmiertelnie długą, a co za tym idzie… nudną!

Do Lwowa jeżdżę sama. Dzięki temu wiem, jak wykorzystać ten czas i sprawić, by nie dłużył się w nieskończoność. Właściwie można spożytkować go bardzo przyjemnie!

Dlatego przedstawię dziś siedem wypróbowanych porad, które pomogą w „przeżyciu” tej „drogi przez mękę”. Uwaga:

1. Podejście. Tak! To jest to, o czym powinniśmy pomyśleć na początku. Jeżeli będziemy się ciągle męczyć myślą: „BOŻE TYLE GODZIN, NIE WYTRZYMAM W AUTOBUSIE”, to… tak właśnie będzie! Jeżeli zapomnimy o czasie, który będzie nam dane spędzić w środku transportu, a naszą uwagę przykuje coś innego, zaufajcie! Nie zauważycie kiedy będziecie na miejscu. Należy też zapomnieć o celu podróży. Po prostu się zrelaksujcie, wypełniając czymś (o czym poniżej) czas.

SAMSUNG
Leniwy, niedzielny poranek.

A teraz przypomnijcie sobie: Budzicie się rano. Jest niedziela. Praca zrobiona, lekcje zrobione, pies wyprowadzony. Nie ma nic do roboty, komputer nie działa, telewizor nie działa. Macie telefon. Co robicie?? Konia z rzędem temu, kto w taki dzień zrobi coś produktywnego! Najczęściej lenicie się w łóżku, snujecie po mieszkaniu albo dzwonicie do znajomych. Czy taki dzień boli? No właśnie. A tutaj przynajmniej macie perspektywę spędzenia następnego poranka w zupełnie nowym miejscu!

2. Media. To najbardziej oczywista forma spędzania podróży, dlatego nie będę się rozpisywać. Przypomnę tylko: wciągająca gra na komórce, maraton filmów na laptopie (co chcieliście obejrzeć, a zawsze brakowało Wam czasu?), rozmowa ze znajomymi na facebooku, nadrobienie mailowych zaległości, nadrobienie zaległości w pracy (jeżeli mamy siedząco-komputerowy zawód), narysowanie komiksu w paincie z szefem/nauczycielem/znajomymi w roli głównej (kopiowanie Batmana i Gwiezdnych Wojen obowiązkowe!!!), słuchanie muzyki i mnóstwo, naprawdę mnóstwo innych aktywności.

2

Nawet jeżeli nie wozimy ze sobą tableta, laptopa (ja nie wożę :)), to zawsze mamy odtwarzacz MP3 czy telefon. Możemy dzięki temu pomęczyć dawno niewidzianego znajomego/kuzyna okazując zainteresowanie jego życiem rodzinnym, uczuciowym i zawodowym. Możemy też (ja tak robię) wysyłać dowcipy albo wiersze na przypadkowe numery telefonów i czekać na reakcję – ta opcja jest świetna przy darmowych SMS-ach do wszystkich sieci.

Bez względu na towarzyszącą nam elektronikę, mamy dwie-trzy godziny do wykorzystania. Wiem, wiem. Idę na łatwiznę. No to przejdźmy dalej, wcale nie musicie brać pod uwagę tej porady!

3. Nie jestem kreatywny. Nie mam wyobraźni. 

Kup pakiet FANTAST za 3 zł!

Może wielu z Was to rozczaruje, ale wyobraźnia nie jest wyłączną domeną humanistów. Każdy z nas urodził się z fantazją, tylko o innym ukierunkowaniu. Matematycy wykorzystują ją do liczb, fizycy do wzorów, informatycy do programowania… a co ja tu będę o stereotypach! Przejdźmy do rzeczy.

W starterze za jedyne 3 złote otrzymujemy nieograniczony limit godzin do wykorzystania. To znaczy inwestujemy w zeszyt i długopis.

I co dalej? Jest kilka opcji:

a) Mój szef to Voldemort. Wyobrażamy sobie osoby, które darzymy wyjątkowym ładunkiem emocjonalnym (zarówno tym pozytywnym jak i negatywnym): szefa, żonę, chłopaka, dzieci, teściową, wroga, ojca, matkę, brata… i znowu opcji jest parę:

-jeżeli brakuje nam pomysłów, przypominamy sobie film, fabułę, opowiadanie, wiersz i podmieniamy bohaterów na naszych znajomych, zapisując NOWY TEKST. Własny. To może być cokolwiek, i tak nikt nie przeczyta. Albo przeczyta, jeżeli napiszemy dla kogoś w urodzinowym prezencie. Uwierzcie, że takie rzeczy cieszą! Np. „Harry Potter i…” w rolę Snape’a wrzucamy swojego szefa i zmieniamy fabułę robiąc z niego zwariowanego transseksualistę, który czaruje alkoholem swoją sekretarkę, ta jednak woli prawdziwe kobiety… Albo sami wcielamy się w superbohatera i ratujemy króliki z fermy jeżdżąc na rowerze i rozwiązując zagadki w stroju księdza…

3

Bawić się można w nieskończoność, wymyślając różne historie.

-jeżeli nie brakuje nam pomysłów – sami wymyślamy fabułę! Wymyślamy rymy, własne czasopismo, fanpage, piosenki, melodie, czego dusza zapragnie!

b) Krzyżówki to banał? To sam se wymyśl! Wymyślamy krzyżówki i sami je rozwiązujemy. Albo pozostawiamy nierozwiązane i przekazujemy pasażerowi obok/kolegom po powrocie. Pytania z intymnych szczegółów życia znajomych są wskazane.

c) Robota sama się nie zrobi. Nadrabiamy robotę, albo organizujemy sobie najbliższą przyszłość. Czyli: co będę robić we Lwowie, gdzie pójdę… Albo! Od czasu do czasu życie zaczyna wymykać się spod kontroli i warto je uporządkować. A może zmieniłbym coś w swoim życiu? Układanie takiego „terminarza” wbrew pozorom nie jest łatwe. I na pewno czasochłonne. Można sobie uporządkować wszystkie przyziemne/zawodowe/domowe sprawy w formie „tygodnika”.

Jeżeli jesteśmy poukładani, zaplanujmy listę książek do przeczytania, czy filmów do obejrzenia w najbliższym czasie. Tu też możemy poradzić się współpasażerów (nie pytajmy kierowcy PolskiegoBusa, bo i tak nic nie doradzi: „musi skupić się na drodze”).

d) Andrzej Mleczko. Niestety nim nie jesteśmy. Ale brak umiejętności rysowniczych nie sugeruje braku wyobraźni! Spróbujcie! Liczy się pomysł! Zresztą, zobaczycie co się wydarzy jak spróbujecie… sama byłam zdziwiona….i nie, nie sugeruję, że w dwie godziny namalujecie Bitwę pod Grunwaldem, ale… naprawdę spróbujcie. Minimum godzina upłynie bezboleśnie, gwarantuję! Tylko musicie mi zaufać 🙂

4

e) Mam pomysła panie Edziu. Możemy wyobrazić sobie, ze zakładamy firmę. Musimy sobie tylko odpowiedzieć na jedno, … ważne pytanie. Co najbardziej lubimy? Nawet nie robić, ale np. jeść! I wymyślamy np. firmę strzelającą puszkami do drzew. Wymyślamy korzyści, planujemy budżet. Brzmi idiotycznie? A kto się o tym dowie?

f) Daddy’s home. Wymyślam sposoby na podryw i zapisuję je jak Barney Stinson z HIMYM w swojej księdze podrywu!

g) Reszta to już zależy od waszej wyobraźni! Jeżeli jedziemy w kilka osób możemy grać w statki, kalambury, kółko i krzyżyk, wymyślać horoskopy znajomym, etc.

Gwarantuję, że kilka godzin upłynie jak z bicza strzelił!

4. „Książki są jak towarzystwo, które sobie człowiek dobiera” (Monteskiusz)

Gazeta to podstawa! Zabieramy obowiązkowo! Nic nie waży i w każdej chwili możemy się jej pozbyć. Bierzemy najlepiej taką z dużą ilością artykułów, reportaży… co kto lubi 🙂 Najważniejsze jednak, żeby teksty były krótkie, nieabsorbujące, wciągające… i żeby było ich dużo. To najlepszy zabijacz czasu.

Książka! UWAGA! ZABIERAMY JEDNĄ!!! Kto miał tak, że zabrał kilka i nie mógł się zdecydować, ręka w górę! Oho! Widzę las rąk i nie jest to sarkazm. Zabierając kilka książek, zabieramy równocześnie niepotrzebny nadbagaż. Długa jazda wpływa na stan emocjonalny, sami nie wiemy, czego chcemy i w efekcie nie czytamy ŻADNEJ książki. Jeżeli zabierzemy jedną, przynajmniej plecak będzie lżejszy, a i nie będziemy musieli wybierać. Poza tym pamiętajcie, że trzeba jeszcze zmieścić pamiątki na powrót! Więc zbyteczne pakunki nie są wskazane.

5

5. Jedzenie. Tak, też zabija czas. Jeżeli chcemy zrobić np. fajrant pomiędzy powyższymi aktywnościami, przyjemnie jest wyciągnąć kanapkę, chrupki, batonik itp.

6. Drzemka. Wiadomo 🙂 Warto się wyspać przed nadchodzącymi wrażeniami!

7. Bomba zegarowa. Patrzysz na zegarek!!! Po co?! Przecież kierowca zatrzyma się u celu! A zerkając na godzinę sam skazujesz się na mękę. Jeszcze osiem godzin… Jeszcze siedem godzin i czterdzieści minut… ile jeszcze? Nie pytaj… Te zdania powinny przejść do historii! Możecie się nawet założyć ze znajomymi, kto dłużej wytrzyma.


I dojechaliśmy do celu 🙂 Wiadomo, jak jedziemy w dwie albo więcej osób, wszystkie te propozycje możemy połączyć we wspólną zabawę, przerywaną rozmową, opowiadaniem dowcipów, robieniem sobie fryzur, makijaży, etc.

Są też gry towarzyskie przeznaczone do podróżowania, przystosowane poprzez „pole magnetyczne” (mam oczywiście na myśli magnes ;)). Stosując się do powyższych porad, nawet do każdej po trochu, przekonacie się, że raz dwa będziecie we Lwowie. Albo tam, gdzie akurat się wybieracie.

Szczególnie działa przy opisanej przeze mnie najtańszej opcji dojazdu – kiedy podróż jest podzielona na etapy. Wtedy czas zajmuje też zaplanowanie następnej części podróży, stres „czy zdążymy” itp.

Ja korzystam. I polecam. Byle do przodu!