Jutro idę na wojnę

Jutro idę na wojnę

Wychodzę na schody, czeka. Podaje mi Kinder niespodziankę  i otwieracz do butelek w kształcie naboju.

-Przekaż to proszę Kamilowi. Przekaż mu też historię o rzece Połtwie, która kiedyś płynęła przez Lwów. Za chwilę ci ją opowiem, ty mu ją przełożysz i powiesz, że to ode mnie.

-Dobrze.

-Popatrz do góry. To też przekaż Kamilowi. Żeby patrzył: nie na prawo, nie na lewo, nie pod nogi, ale do góry. Tak mi zawsze powtarzała prababcia. Pamiętam, gdy byłem mały, miałem może cztery lata… bałem się burzy i błyskawic. Cała chata chodziła! A prababcia była prawdziwą czarodziejką. Klękała, modliła się i raptem robiło się cicho i spokojnie.  I to prababcia mi zawsze powtarzała: ludzie zawsze patrzą w prosty sposób. Pod nogi, na boki… i ucieka im dużo niuansów. Na przykład taki księżyc….

-Tak?

-Znasz tę legendę o dwóch braciach?

-Jaką?

-Wejdźmy na Czumacki Szlak…

-?

-Nie wiesz, czym jest Czumacki Szlak?

-Nie wiem.

Andrij wyciąga blaszane kubki. Nalewa wina. Wracam do mieszkania po ręcznik, rozkładam go na schodku i czekam.

-Kiedyś rządził tu król. Wielki król. Miał wszystko. Piękną córkę, bogactwa i całą Ukrainę. Tylko pamiętaj, że to legenda! – podkreśla.

-Tak, pamiętam! – uśmiecham się do siebie. „Pamiętaj, że to legenda” zapadło mi już nadto w pamięć.

-Otóż król miał wszystko. Góry, lasy, morze, zwierzynę, przepiękną córkę… jedyne, czego mu brakowało to sól, rozumiesz? SÓL. SOLI brakowało.

-Tak, sól, rozumiem.

-I król ogłosił w carstwie, że odda połowę bogactw za worek soli. Akurat przejeżdżali przez carstwo kozacy. Przewozili wszystko, czym można było handlować. Mydło, miecze,  przyprawy, mąkę… Ale soli jak na złość nie mieli! I wtedy spotkali na swojej drodze mędrca, który powiedział im, że znajdą sól TAM! Mówiąc tam, pokazał na księżyc. Kozacy zapragnęli księżyca, i wtedy ziemia, las, zaczęły rosnąć im pod nogami, podnosić się, a ich konie powiodły na księżyc. Kozacy zaczęli zbierać sól. Nabrali worek i już chcieli wracać, ale jako, że byli przewidujący (a zarazem pazerni), nabrali i drugi worek, i trzeci i czwarty…przyszło wracać. Jechali po niebie na koniach i nie zauważyli, że w workach są dziury. I pod wpływem prędkości, z worków, razem z piaskiem zaczęły sypać się iskry, które powiększały dziury. Kiedy dotarli pod wrota zamku króla, soli w workach już nie było. A to, co wysypało się na niebo, nazywamy dziś gwiazdami. To jest właśnie czumacki szlak.

-Piękne!

20160714_002741

-Tak, ale to nie koniec legendy! Oczywiście, gdy się okazało, że soli nie ma, kozacy pojechali dalej. Tylko jeden z nich się zatrzymał. Był na tyle przezorny, że nabrał soli w pudełko. Król spróbował soli – Andrij prezentuje jak to wyglądało – i z zachwytu aż zakrzyczał. Oddał mu rękę córki. Mawia się, że z małżeństwa przezornego kozaka i córki króla narodziło się wiele pokoleń. Spośród nich narodził się sam Jan Kazimierz III ! Ale to legenda, mnie tam nie było, nie potwierdzę!

Wstaję. Zachodzę do mieszkania, ciągnę skórą po gwoździu i czuję, że strużka krwi spływa mi po łydce. To nic, pewnie bzdura. Na schodku, oświetlonym latarnią, okazuje się, że rana jest bardziej głęboka.

-Poczekaj!

Andrij biegnie pod drzewa. Szuka czegoś. Wraca z garścią liści w ręce.

-Pośliń to i przyłóż.

Przykładam, piecze.

-Ma piec. Zawsze kiedy się skaleczyłem, prababcia kazała przykładać. Za chwilę przestanie. Jak kiedyś znów się skaleczysz, podejdź do tamtego drzewa, nie tego bliżej, tego tam – pokazuje – nazrywaj liści i przyłóż jak teraz. Jak za mocno nasiąknie, zmień opatrunek.

Przestaje ciec.

-Tak, o czym to ja mówiłem? Aha! Otóż było dwóch braci. Tam, jak spojrzysz na Czumacki Szlak, widzisz? Widzisz księżyc? To wyobraź sobie, że kiedyś nie było Czumackiego Szlaku. Skąd się wziął już wiesz. Ale sam księżyc… wiesz, że się zmienia, że ma różne oblicza, to już zauważyłaś…

-Tak.

-Otóż było dwóch braci. Jeden z nich, młodszy, pojechał na wojnę, wrócił, ojciec zrobił przyjęcie i mówi: o tak! Te domy nasze, te pola nasze…to z twoim starszym bratem tak zadbaliśmy, KIEDY CIEBIE NIE BYŁO! To wszystko jest jego i mu się należy. I zaczął tak wychwalać starszego brata, że młodszy zzieleniał z zazdrości. Ale jak to! To ja walczyłem w obronie kraju, ja tu się poświęcałem, a ty nawet słowem o tym nie wspomnisz? Ojciec przemilczał to pytanie. W nocy, młodszy brat się zakradł i zabił mieczem starszego. „Bracie, dlaczego?” –zdążył zapytać starszy. „Bo nie doceniacie moich trudów”- odparł młodszy i obciął mu głowę. I w ten czas, miesiąc zaczął świecić tak, jak buzia, której obcięto szyję. Jak się przypatrzysz, to zauważysz. Rano, ojciec dowiedziawszy się o zbrodni, popełnił samobójstwo. Z mężczyzn w rodzinie pozostał najmłodszy. Ale też nie na długo. Wpadł pokrótce na miecz, który przebił go na wskroś. I taki księżyc możemy podziwiać. Ot i taka historia. Prababcia jeszcze mi mówiła, że nad dwoma braćmi, czyli nad tymi fazami księżyca góruje słońce.

-Tak?

-Słońce, to znaczy ojciec. Który jest zawsze. I póki jest i świeci, to dyktuje warunki. Pamiętam, jak byłem mały, to nie zdążyłem spytać prababci: Babciu! Ale jak on może dyktować warunki, przecież słońce nie mówi! Długo tego nie rozumiałem. No dziś już rozumiem i mogę ci przekazać.

Schodzimy wirmeńską. Kupuję papierosy, żegnamy się.

-Ale pamiętaj! Przekaż Kamilowi o Połtwie! Nepomucen dopłynął do brzegu gdzieś na wysokości McDonald’sa!

-Jasne, pamiętam!

-Pokażesz mu?

-Pokażę.

Wracam. Na schodku już nikogo nie ma. Tylko jeden z braci oświetla zagojoną ranę na nodze.

Reklamy