Magia i cukierki

Zapraszamy do zapoznania się z fantastyczną relacją z pobytu we Lwowie Karoliny. Bardzo nam miło czytać, że strona przydała się podczas podróży. A i z tekstu jednoznacznie wynika (każdy, kto poczuł Lwów ten od razu zrozumie!), że autorka złapała galicyjskiego ducha za rogi! 

Chciałabym zacząć od tego, że nigdy do tej pory nie pisałam relacji z wycieczki, więc jeżeli wyda się Wam to dziwne, chaotyczne i bez sensu to nie miejcie do mnie pretensji. No, ale zacznijmy od początku…

To była moja druga wizyta we Lwowie, pierwszy raz odwiedziłam to miasto na bardzo szybkiej jednodniówce przy okazji wypadu w Bieszczady i choć pani przewodnik opowiadała pięknie o mieście i specyfice życia na Ukrainie to ograniczenie czasowe spowodowało, że zaliczaliśmy najważniejsze zabytki i nie mieliśmy dużo czasu wolnego.

ulyanaulyanovych

Autor zdjęcia: Ulyana Ulyanovych; Źródło: https://www.facebook.com/lvivukr/

Tym razem wycieczkę organizowaliśmy samodzielnie w oparciu o przewodniki, mapy i stronę https://jedziemydolwowa.wordpress.com/. Znajomy zajął się organizacją transportu (PolskiBus do Krakowa w Krakowie przesiadka do LEOexpresu) a ja szukałam miejsc wartych odwiedzenia.

Na termin wycieczki wybraliśmy koniec października, byliśmy tam w sumie tylko jeden dzień, (sobotę) ale udało nam się zobaczyć to, co chcieliśmy. Pogoda nie sprzyjała spacerom – prawie cały czas kropił deszcz,  a wieczorem szybko zrobiło się ciemno.

img_20161022_171155

autor zdjęcia: Karolina Trzewik

Dzięki stronie Jedziemy do Lwowa wiedziałam mniej więcej czego mogę się spodziewać, ale Lwów zaskoczył mnie pozytywnie.

Po pierwsze uprzejmość ludzi, którzy bez pytania wskazują drogę widząc, że wysiedliśmy przystanek za daleko. To nic, że nie znamy ukraińskiego- dzięki ich wskazówkom szybko znaleźliśmy miejsce docelowe.

Po drugie ceny – w przeciwieństwie do innych europejskich miast ceny nie są wygórowane i można zjeść dobrą pizzę, wypić pyszną herbatę i ciastko za mniej niż 20zł. Bilet komunikacji miejskiej na cały dzień także nie jest drogi a pozwala szybko poruszać się po mieście.

Po trzecie pamiątki. Lwów wykorzystuje lwa oraz cyrylicę na tysiąc różnych sposobów, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Mnie zauroczyły magnesy z kapsli do piwa, kawałki kamieni pomalowane na żółto-niebiesko i koszulki z herbem Ukrainy. Symbole i barwy narodowe nie są wykorzystane tandetnie, ale z wyczuciem i pomysłem. No i pocztówki – niewiele miast ma ładne, tanie i interesujące pocztówki a Lwów jest na pewno jednym z nich.

Po czwarte słodycze – Roshen i nie tylko. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam słodycze i mam specjalne pudełko na słodkości a z każdej wyprawy staram się przywieźć czekoladę wyprodukowaną w danym kraju albo o smaku, którego nie ma w Polsce. Wizyta w Roshenie była zatem spełnieniem moich marzeń. Za mniej niż 20zł kupiłam mnóstwo cukierków i opisane na blogu Zefiry – polecam!

gemedem

autor zdjęcia: GemEdem; źródło: https://www.facebook.com/lvivukr/

Po piąte i jedno z najważniejszych, ale trudne do opisania kawiarnie i witryny sklepowe. Pewnie znów nie jestem obiektywna, ale Lwów zauroczył mnie pięknymi kolorowymi i ruchomymi wejściami do cukierni czy kamienicami ozdobionymi dziwnymi stworami. Polecam zobaczenie chociażby Domu Legend – każde piętro wygląda trochę inaczej. Idąc uliczkami Lwowa warto też przyglądać się witrynom sklepów – znajdziecie kolorowe, ruchome scenerie wykonane ze słodyczy.

Po szóste powrót do prostoty. Być może uznacie to za dziwne, ale Lwów urzekł mnie codziennością i zacofaniem. Stare kasowniki, tramwaje, targi z przekupkami, papierowe bilety, autobusy-widmo ma to swój niepowtarzalny urok, takie cofnięcie się do czasów dzieciństwa. Pewnie gdybym mieszkała tam na stałe podchodziłabym do tego inaczej, miałabym obiekcje co do świeżości mięsa wywieszonego na hakach czy ręcznego wyrobu pierogów w małej ciasnej budce w targu, ale jako turystce mi to nie przeszkadzało.

Po siódme i ostatnie atmosfera. Odkąd znajomy odkrył możliwości taniego podróżowania udało nam się być wspólnie w kilku większych europejskich miastach i tylko kilka ma atmosferę do której chce się wracać. Lwów mnie zaczarował i już teraz chcę tam wrócić, ale tym razem na kilka dni z kimś kto zna język ukraiński albo umie odczytywać cyrylicę. Atmosfery nie da się opisać, bo składa się na nią wszystko co opisałam wyżej i to o czym zapomniałam.

Podsumowując dziękuję Agnieszce za stworzenie bloga, dzięki któremu wiedziałam co zjeść, gdzie pójść i co kupić. Mam nadzieję, że nadal będziesz go rozwijała i za rok znajdę tu nowe ciekawe porady. Do zobaczenia we Lwowie 😉

 I my dziękujemy za piękną relację!

Autorem tekstu jest Karolina Trzewik

Reklamy